NIE KASOWAĆ!!!

piątek, 1 listopada 2013

"Będzie Pan dbał o moje auto ?"

   Na twarzy czuję nasilające się ciepło. W ten pochmurny dzień, żar lampek rozświetla lica otaczających mnie, zupełnie obcych mi ludzi. Z kieszeni wyjmuję mały znicz. Zdejmuję przykrywkę. Otwieram paczkę zapałek. Sięgam jedną z nich. Przesuwam po drasce. Ta natychmiast zapala się, by po chwili swoim płomieniem zarazić knot. Wpatruję się w to rozniecone światło. Wspominam dzień, w którym dostałem kluczyki do Wartburga. Moment, w którym moja radość została tak srogo skrzyżowana ze smutnym wyrazem twarzy Pana Bolesława. Myślę o gromadzących się w jego oczach łzach i tym pytaniu czy aby na pewno będę dbał o auto.

   Zakładam przykrywkę. Dumam jeszcze sekundę i odkładam światełko wraz z innymi zniczami zapalonymi w intencji najróżniejszych, często bezimiennych postaci. Zrobiłem to po raz drugi. Z wdzięczności, przez szacunek i pamięć człowieka, dzięki któremu dziś spełniam swoje marzenia.

   Po całym dniu spędzonym na łódzkich cmentarzach wracam zadumany do domu. Odpalam komputer, włączam Facebook'a. Z wielu stron atakują mnie tytuły wpisów: "Grzyb Grobbing", "Grzybobranie", "Uwaga, Grzyby wyjechały na drogi", "Ustrzeliłem Grzyba w klasyku", "Grzyby przyjechały na smentaż", " Jado Grzyby jado!" Myślę sobie czy to nowy, narodowy sport. Co siedzi w głowach takich ludzi. Wiele z tych wypowiedzi, to prywatne komentarze, ale nie brak również wpisów na oficjalnych profilach zajmujących się tematyką klasycznej motoryzacji. Co z Wami jest nie tak?

   Czy ludziom w wieku naszych dziadków nie należy się szacunek. Czy normalnym jest nazywanie ich dziadami, grzybami, staruchami. Przecież gdyby nie wytrwałość wielu z nich, dbałość, sentyment - większość z nas nie miałaby tej unikalnej przyjemności posiadania klasyka.

   Na początku, to było nawet śmieszne. Teraz, kiedy pojawia się to tak często, ukazuje tylko ludzką beznadzieję i kretynizm.

   Rozmawiam na ten temat z moim dobrym kumplem. Podziela zdanie, jednocześnie przytacza sytuację, która wydarzyła się całkiem niedawno. Któregoś razu dane mu było spotkać parę starszych ludzi w Fiacie 125p. "MR"  Opowiedzieli wtedy wzruszającą historię auta i uczucia jakim go darzą. Nie było to żadne psychologiczne studium postaci czy sytuacja rodem z filmów Jean'a Paul'a Belmondo. To zwyczajna, tak wiele razy słyszana opowieść o wieloletnim wyczekiwaniu na auto, o gromadzeniu środków kosztem codziennych wyrzeczeń, o pożyczaniu pieniędzy na przedpłatę od dalekiej rodziny. Piotrek twierdzi, że o ile zwykle nie rozczula się przy takich okazjach, to tym razem poczuł niemal więź z tymi ludźmi, emocje, prawie ciężar tych problemów z jakimi się wtedy zmagali.

   A czy młode pokolenie potrafi to uszanować i docenić. Szczerze wątpię, szczególnie, że większość dzisiejszych gówniarzy, nawet pojęcia nie ma czym były przedpłaty. Skoro hejting i szydera z ludzi starszych przybiera takie formy, to czego od nich oczekiwać.

   Dziwi mnie tylko ich dwulicowość. Z jednej strony śmieją się tym emerytom w ich pokryte niczym bliznami, pomarszczone twarze, z drugiej zaś, najchętniej weszli by im do dupy, aby tylko móc kupić klasyka. Żałosne. 

   Codzienna, tytaniczna walka z korozją, częste mycie, pokrywanie kolejnych fragmentów samochodu, obfitymi dawkami Fluidolu, sprawiły, że możemy cieszyć się swoimi nienagannymi autami. Dzięki temu realizujemy swoje pasje, tworzymy z tego cały, szeroko rozumiany lifestyle. W zamian za ich wysiłki odpłacamy się tylko wrzutami i niewybrednymi żartami. Co o nich wiemy, o ich historii, problemach. Nie mamy pojęcia ile im zawdzięczamy.

   Wypadałoby przynajmniej nie mówić nic. Bo o ile kupicie auto od handlarzyny, który furę wykopał z garażu podstępem, dając za klasyka marne grosze, to z tymi ludźmi nie łączy Was nic. Ale uwierzcie mi, stając się nierzadko drugim właścicielem oldtimer'a [ tak jak ja ], nawiązujecie więź. Na bank dla nich to auto znaczyło i tak dużo, dużo więcej niż dla Was. Dziś bowiem bardzo często gro osób oldtimera traktuje tylko jako dobry fun i modny trend.

   Może więc choćby raz w roku warto zdobyć się na pewną refleksję. Choćby krótką myśl na ten temat. Kupno takiego auta to kontakt, to historia. Kawałeczek jakiegoś momentu, który bez tego człowieka nigdy by nie nastąpił. Znaliśmy tego człowieka, dał nam coś co lubimy, kochamy i czemu hołdujemy. 

   Szanujmy się nawzajem, to wraca...






   Pan Bolesław kilkakrotnie dopytywał się za pośrednictwem swojego wnuczka o limuzynę. Był wzruszony na wieść, że Białas tego samego roku, w którym zmienił właściciela, bezawaryjnie zaliczył zlot w Eisenach. Zmarł w kwietniu 2011 roku. W tym samym miesiącu, w którym 24 lata wcześniej stał się szczęśliwym posiadaczem Wartburga 353S.

   Tekst ten nie powstałby bez szczerej i obfitującej w głębokie przemyślenia rozmowy z Piotrkiem Goślińskim, którego w paru miejscach ordynarnie zacytowałem i któremu dziękuję.

Piotr .Kruchy. Kruszyński

3 komentarze:

  1. I do tego należy dołożyć brak litości wobec starszych osób jako sprawców wypadków drogowych. Bo, jak powszechnie, wiadomo młody i niedoświadczony nie zabija nigdy, "dziadek" zaś nagminnie. A statystyki są jednak nieubłagane...

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż.. trzeba by tu jednak podjąć próby zdefiniowania grzyba.. bo co innego jak kupujemy faktycznie zadbany samochód od człowieka który o niego dbał.. ok, ale to nie grzyb.
    Grzyb to osobnik, który pragnie najtańszym możliwym kosztem, nie stroniąc od druciarstwa utrzymać przy życiu samochód (nie koniecznie klasyka). Samochodów w życiu miałem wiele - na własny użytek około 40 (mam 29lat i rzadko miewałem tylko jeden samochód naraz). Na czas odbudowy mojego golfa mk3 kombi zakupiłem od starszego pana inne mk3, Pan miał 79lat i był właśnie grzybem. Nigdy żaden handlarz nie nawciskał mi tyle kitu na temat samochodu. I nigdy nie widziałem tylu patentów i druciarstwa. Jako, że staram się ufać ludziom nawet nie przewiozłem się tym autem, nawet go dokładnie nie obejrzałem - potrzebowałem samochodu, golfy znam na wylot więc nie byłozastanawiania. Dziadzio pękającą szpachlę zaklejał naklejkami (takie hobby). Dziury w progach od wierzchu przy uszczelce zasłonił przyklejając kawałki gumy (myślałem, że to w celu nie wycierania blachy przy wsiadaniu i wysiadaniu - często klei się taką folię strukturalną na progi). Jedynka i wsteczny - to biegi, których szukanie może zirytować osoby stojące za mną na światłach, Silnik na zimno nie nadaje się do jazdy(ale jestem coraz bliżej rozwiązania zagadki). Podłużnice i podłoga świeżo przed sprzedażą zaciapane jakąś smołą. Kiedy zapytałem pana telefonicznie o te sprawy - oczywiście on nic nie wie i u niego auto jeździło idealnie.

    Druga sprawa to komentarz Marcina. Mam dziadka -lat 83, który twardo jeździ swoim 106, Auto jest zamęczone i zgnojone. Dziadek jeszcze 2 lata temu do zawału trzymał się nieźle (jeśli nie licząc tego, że zwyczajnie ledwo słyszy). Jednak w chwili obecnej ma też problemy z utrzymaniem równowagi kiedy stoi w miejscu. Całą rodziną namawiamy go by przestał już jeździć. Bo to jest zwyczajnie niebezpieczne - nie zauważył jak rozwalił miskę olejową i dojechał do domu zacierając silnik, nie cofnął kluczyka bo nie usłyszał, że silnik już zapalił i dopiero smród palonego rozrusznika poinformował go, że coś jest nie halo. jak rusza to zawsze z gazem w podłodze bo silnika nie słyszy (ale to robił we wszystkich swoich autach). Kierunkowskazów używa rzadko, a biegi zmienia dopiero jak samochód przestaje przyspieszać - zawsze do odcinki, może i patrzy w lusterka ale widzi tam niewiele. Szanuję swojego dziadka, ale ostatnio czasami myślę nad postawieniem jakiegoś radiowozu i polecenie policjantom skierowania dziadka na badania kontrolne.

    Nie stoję w opozycji do autora tekstu, ale daleki jestem od tak jednostronnego spojrzenia na sprawę.
    Do Marcina: fakt małolaty świrują! Sam potrafiłem jeździć po 200km/h w terenie zabudowanym mając prawo jazdy od pół roku. Trzeba uświadamiać młodzież, bo taka lekkomyślność może skończyć się tragedią. Dziś patrze z ogromnym dystansem na swoje młodzieńcze wybryki i cieszę się,że miałem do dyspozycji tak dobre samochody, bo gdybym tak wariował jakimś zgrobkiem mogłoby mnie tu nie być.

    OdpowiedzUsuń