NIE KASOWAĆ!!!

środa, 30 listopada 2016

Białas na łamach kalendarza - może dzięki Wam, tak!



     Zwykle nie biorę udziału w żadnych konkursach, ale w chwili przygotowywania dla Was naprawdę mocnego pierdolnięcia, postanowiłem troszkę wypromować Facebook'owy fanpage WartburgRadikalz.com

     To prawda, ostatnio mam mniej czasu na prowadzenie bloga, ale zaufajcie mi. To nie efekt zimowej zamuły, tylko ciężkiej pracy jaką wykonuję z kilkoma wtajemniczonymi ludźmi. Już niedługo przekonacie się, że warto było czekać, będziecie dumni - słowo...

     Rzeczony battle rozgrywa się na łamach Facebook'owego profilu Nie Trąb Pojebie, Bo Jadę Na Glebie. Może to nic wielkiego, ale moja fotografia została wybrana bez żadnych działań z mojej strony do finałowego głosowania, z pośród ponad 600 set zdjęć. Uważam, że to coś znaczy.

     Czy dostanie się na łamy kalendarza - tego nie wiem. Może dzięki Wam, tak. Zapraszam do polubienia zdjęcia mojego Burka, które wykonałem na nieotwartym odcinku obwodnicy Łodzi na dzień przed jej oddaniem do użytku. Fotografia wydaje mi się na tyle nietuzinkowa, a postać Białasa tyleż inna od lejącej się zewsząd sztampy bliźniaczych projektów takich marek jak choćby VW, Honda, czy Audi, iż postanowiłem ją zaprezentować.


kliknij na zdjęcie i daj lajka


     Dziękuję wszystkim za wsparcie, ale to nie koniec. Zachęcam również do głosowania na dwa auta znajomych, którzy wspierają mnie w finalizacji największego Wartburgowego projektu jaki tworzy się na Waszych oczach w Polsce, a który zaprząta mą głowę od co najmniej kilku tygodni.



kliknij na zdjęcie i daj lajka

kliknij na zdjęcie i daj lajka


     Dziękuję i bądźcie czujni...



Autor: Kruchy

środa, 9 listopada 2016

"Nie sprzedam, zrobię" - szkoda, że nie będzie już czego



     Nie wkurwia Was fakt, iż hołubi się człowieka, który swoim postępowaniem robi więcej złego niż dobrego. Nazywając go "wielkim kolekcjonerem samochodów", dorabia się do tego legendę, tym samym przypinając mu łatkę wielkiej gwiazdy internetu. Do tego jeszcze nagradza pucharami, robi sesje zdjęciowe auta, które przecząc zachodniej doktrynie rozumu dawno winno być zezłomowane. A jednak człowiek, który nim jeździ, uczestniczy w większości imprez skupionych wokół klasyków, chlubiąc się tym, że posiada auto zdewastowane i zaniedbane do granic przyzwoitości. Rozumiecie to?

     Emanuel Kant, który za podstawę swoich rozmyślań, przyjął brak jakichkolwiek wstępnych założeń z wyjątkiem uznania zasad elementarnej logiki napisał kiedyś - "Miejcie odwagę posługiwać się rozumem." A wydawało by się, że jeśli tego rozumu nie posiada właściciel, to powinni mieć go inni ludzie, którzy sami hołdują klasykom, i którym zdarza się często widywać tego Wartburga widmo.

     Poznałem kiedyś Pana Bogdana. Był uczestnikiem trzydniowego zlotu Deluxe. Nie był to ani widok przyjemny, ani właściwy dla mężczyzny w jego wieku. Pan Różycki to człowiek zaniedbany, będący mocno na bakier z higieną osobistą - widać jaki właściciel, taki Wartburg. Dlatego tym bardziej nie mogę pojąć, iż wzbudza taki zachwyt wśród fanów starej motoryzacji. Czy naprawdę liczy się dla Was tylko fakt, że ten dziarski staruszek "ma pasję". Takie tłumaczenie do mnie nie trafia. Ponieważ jeśli ktoś ma pasję, stara się dokładać wszelkich starań, aby obiekt jego zainteresowań był wypielęgnowany, a przynajmniej sprawny technicznie.

     Czemu o tym piszę? Ponieważ przelała się "czara zażenowania". Powstała piosenka, dla której tłem stał się teledysk nakręcony z Panem Bogdanem w roli głównej. Roli, w której oczywiście jako "arcykolekcjoner" odnalazł się pierwszorzędnie, ukazując przy tym całą swoją "zmarnowaną kolekcję".

     Chyba nie wiedziałbym o powstaniu tego utworu, gdyby nie mejl od jednego z naszych fanów. Pan Piotr Trela, gitarzysta bandu Trawnik, jak sam pisze: powstałego w 1982 roku, w Warszawie, polskiego zespołu wykonującego muzykę Punk, Ska i Reggae.

     Początkowo nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Kwestia wartości muzycznej to zwyczajnie dylemat naszego gustu, jednak widząc jak gwiazdą wideo jest nie kto inny jak Pan Bogdan, po prostu oniemiałem.

     Z resztą zobaczcie sami. Słowa tego nie oddadzą:



Film dostępny w jakości Full HD



     Jak napisał mi członek zespołu Trawnik, Pan Piotr, utwór powstał przez przypadek, bowiem: pewnego dnia Krzysztof Bień, nasz wokalista i lider, przechadzał się po ulicach Warszawskiego Żoliborza gdzie zobaczył stojącego wysłużonego Wartburga. Za wycieraczką była umieszczona karteczka z napisem "SPRZEDAM". Ktoś dowcipny dopisał poniżej "NIE SĄDZĘ". Ta sytuacja spowodowała, że powstała piosenka o samochodach, które za chwile będą już pojawiać się tylko w naszych wspomnieniach, filmach archiwalnych i starych zdjęciach....

     I powiem szczerze, że piosenka jak piosenka. Może się Wam spodobać, a może wyłączycie ją w połowie. Zachęcam jednak do obejrzenia całego materiału, ponieważ dzięki niemu, zajrzycie w głąb zawiłego umysłu Pana Bogdana. Może wtedy zrozumiecie, że to co robi jest, mówiąc bardzo delikatnie - co najmniej niestosowne. Bowiem, czy normalnym jest trzymanie samochodów pod chmurką i czekanie na ich powolne zgnicie? Aut naprawdę ciekawych, którymi mogliby zająć się prawdziwi pasjonaci. A przecież kilka z nich, to naprawdę stare egzemplarze. Co prawda, nie wiadomo, czy któryś z nich jest jeszcze do uratowania, ponieważ dobrze wiecie czym kończy się przechowywanie aut bez dogodnego miejsca oraz właściwych warunków. A jednak właściciel jest cały szczęśliwy. Nieskrępowanie pokazuje hodowany latami syf, przy nadzwyczajnym poklasku "pasjonatów" 

     Czy tak postępuje "kolekcjoner"? Według mnie to typowy przykład Polaka Cebulaka. Innym nie dam, sam z tym nic nie zrobię, a przy okazji będę się jeszcze chwalił czego to ja nie mam.

     Szanuję fakt, że ten starszy człowiek jeździ na imprezy, próbuje nawiązać kontakty z innymi pasjonatami, wychodzi do ludzi, jest aktywny, ale sposób w jaki to robi wywołuje u mnie torsje. Jeśli nawet nie ma kasy, w co wątpię, bo uczestnictwo w tylu imprezach swoje kosztuje, to mógłby sprzedać za niezłą kasę część swojej "złotej kolekcji" i zająć się tak jak trzeba swoim Wartburgiem 353... Ale do tego potrzeba chęci. Trzeba czuć taką potrzebę.

     A co jeszcze przyprawia mnie o swoisty niesmak? Robienie sobie jaj z tego skądinąd poczciwego starszego człowieka. Założony bez jego wiedzy Profil na Fejsie, prześmiewcza reklama z jego autem w roli głównej. Tak się nie robi...

     I wiecie co, na sam koniec niejako podsumowując całe to świństwo jakie wyrządza się człowiekowi jak również samochodom - dla mnie ta piosenka nie jest nostalgiczna. To nie opowieść o smutku zakończona niespodziewanym happy-end'em. Oglądając to za każdym raze czuję zażenowanie i rozpacz. Może dlatego, że sam tak marzę o Wartburgu 311...

     Dziękuję Panu Piotrkowi za wrzucenie informacji dotyczącej powstania tego wideoklipu, ponieważ był zapłonem refleksji utwierdzających mnie w pewnych wyobrażeniach.



Autor: Kruchy

środa, 2 listopada 2016

Nowy wymiar pasji



     Jacka znanego bardziej jako Emitu, poznałem ponad 13 lat temu. Szmat czasu. Kontakt nawiązaliśmy, chyba jak większość ludzi w poprzedniej dekadzie dzięki internetowi. A konkretnie poprzez założony przeze mnie Klub Wartburga. To była dzika epoka, a ludzie inni niż teraz. Mimo tego, nasza przyjaźń przetrwała tyle lat. Oczywiście nie bez jakiś drobniejszych rys, ale nie jedno piwo spiliśmy i nie jedno auto porządnie obgadaliśmy.

     A pamiętam w jak ciekawym momencie i nietypowej sytuacji się poznaliśmy. W roku 2003 postanowiłem zrobić pierwszy w Polsce zlot marki Wartburg. Imprezę, którą podjąłem się zorganizować, nazwałem dumnie Pierwszym Ogólnopolskim Zlotem Wartburgów 'Wart-Biwak. Wszystko rozegrało się w mocno spartańskich warunkach w miejscowości Zgniłe Błota koło Łodzi, w dniach 22-25 sierpnia 2003 roku.

     Do końca nie wierzyłem, że impreza się uda, a ludzie dopiszą na niej tak licznie. Jak przez mgłę przypominam sobie dlaczego Jacek przyjechał na zlot Maluchem. Jednak już wtedy widać było, ze to pasjonat. Ściągnął ze sobą dwóch ziomków z Poznania - Szymona w wychuchanym, czerwonym Wartburgu 1.3 i Michała a.k.a Szeroki w zabójczym jak na tamte czasy Wartburgu 353 wystylizowanym w raczkującym wtedy niemieckim stylu tuningu. Nigdy tego nie ukrywałem, że auto Szerokiego a.k.a Majonez wzbudzało we mnie szacunek i przysparzało szybszego bicie serca. Tak... Wzorowałem się na nim od pierwszego wejrzenia.

     Nie będę się licytował kto jest większym pasjonatem, Ja czy Emitu. Zawsze starałem się promować kulturę Wartburgową, propagować posiadanie Wartburga, prowadzić Klub czy choćby dzisiejszy serwis WartburgRadikalz - Jacek wolał działać. Nie zliczę aut jakie zbudował lub zreanimował. Wyglądało to różnie, ale sam też jeździłem jakiś czas "wozem strażackim". W każdym razie trzeba uczciwie przyznać, że ma to auto we krwi. Od lat nie opuszcza żadnego zlotu Wartburga w Eisenach, czego sami mogliście doświadczyć w tym roku, gdy jego relacja przyciągnęła na naszego bloga tłumy.

     Po co mówię to wszystko? Ano dlatego, iż obaj mamy świra na punkcie tego auta, a Jacek ostatnio udowodnił to ponad wszelką wątpliwość.

     Zobaczcie sami:















     Synku - jeśli myślisz, że jesteś prawdziwym freak'iem na punkcie auta z AWE to zwyczajnie się mylisz!

    Zdjęcia z wykonywania projektu są własnością Emitu, dlatego proponuję ich nie kopiować bez jego zgody lub naszej wiedzy. Ja natomiast serdecznie dziękuję Jackowi za użyczenie fotografii, które były niemałą inspiracją do popełnienia tego wpisu, jednocześnie skłaniając mnie do delikatnych wspominek.



Autor: Kruchy

piątek, 21 października 2016

Finał sezonu Skierniewickich Klasyków; vol. 2 - Skierniewice 2016



     Przewieźliście kiedykolwiek Mamę własnym klasykiem? Ja miałem okazję zrobić to całkiem niedawno i muszę przyznać, że jest do doświadczenie odciskające nie lada piętno na psyche. Może gdyby była to jakaś krótka, czillout'owa przejażdżka, to nie było by to aż tak ciekawe doświadczenie. Traf chciał, że wybierałem się na zakończenie sezonu motoryzacyjnego organizowanego przez Skierniewickie Klasyki, natomiast Mama w roli opiekunki mojej ukochanej siostrzenicy miała pojechać właśnie w okolice tego urokliwego miasta. 

     Tak więc w trasę wybraliśmy się już w sobotę przed południem, w jak się okazało później, drogę obficie obsypywaną różnymi konfiguracjami słów: zwolnij, trzymaj odległości, czy my musimy jechać tak szybko, uważaj rowerzysta, gdzie my się tak spieszymy, Jezus Maria!. Cóż... Jakby tego było mało, to "matka wcale nie siedziała z tyłu" i to chyba dostarczało najwięcej wrażeń. Do tego wszystkiego mój Burger przeżył jeszcze jeden chrzest. Na tylnej kanapie siedziała bowiem moja najważniejsza kobieta. I świetnie, bo łagodziła mój rodzący się niespiesznie acz miarowo syndrom lęku pourazowego 😉 Każde przytarcie wydechem, wejście na tak lubiane przez nas [ mnie i auto ], wysokie obroty, czy wyprzedzenie czegoś na końcówce trzeciego biegu, kończyło się płytszym oddechem mojej Matki. Po jakimś czasie chyba wszyscy się dotarliśmy, bo ja jechałem delikatniej, "mój pilot" starał się mówić mniej, a tylny pasażer zaczął w stresujących momentach puszczać do mnie porozumiewawczo oczko, w efekcie czego, cała trasa minęła całkiem sympatycznie.

     A zastanawialiście się kiedyś co różni jazdę klasykiem od przemierzania kilometrów autem cywilnym? Zapewne są to widoki. Właśnie wtedy, jak nigdy wcześniej dostrzegłem, że niechybnie idzie jesień. Liście zaczynają niezdarnie wdzierać się na jezdnie, a pola są już w większości przygotowane do zimy... Tak... I chyba coś w tym jest, że jadąc nowoczesnym autem robimy to niemal od niechcenia. Traktujemy to jedynie jako środek do osiągnięcia celu. Osiągnięcia go zazwyczaj w jak najkrótszym czasie. natomiast gdy mkniemy w trasie naszym ukochanym klasykiem, to świat wydaje się ciekawszy.  Przynajmniej ja, widzę wtedy więcej, czuję mocniej. A może to tylko kwestia wypatrywania dziur, kolein i cholernie twardego zawieszenia. Niemniej jednak z jazdy Burkiem czerpię dużo więcej satysfakcji.

     Po porannym ogarnięciu auta, przy temperaturze, co warte podkreślenia zmrażającej plemniki w mojej mosznie, ochoczo ruszyliśmy we dwoje na imprezę. Na miejsce dotarliśmy około południa i od razu poraziły nas dwie kwestie. Ilość aut oraz przepiękne miejsce, w otoczeniu którego odbywał się event. Samochodów było już wtedy grubo ponad 150, ponieważ doświadczyliśmy problemów z zaparkowaniem.

     A auta? Był tam przekrój wszystkich marek, krajów, styli modyfikacji, stopnia oryginalności, jakości przeprowadzonych renowacji, czy stanu zachowania. Tylko zdjęcia oddadzą wszystko to, co było mi dane zobaczyć. A warto nadmienić, że od jakiegoś czasu, będąc na imprezach tego typu, robię zdjęcia tylko tym pojazdom, które wzbudzają mój zachwyt i szacunek wywołując przy tym swego rodzaju ekscytację. Dlatego jeśli zobaczyłeś na moich fotografiach swoje auto lub motocykl, to wiedz, że tym samym oddaję Ci szacunek. Niemal starym zwyczajem uchylam rąbek kapelusza na znak głębokiego zachwytu jaki wzbudza we mnie Twój klasyk.

     W tym miejscu należy wyróżnić kilka pojazdów. Chyba jako pierwsza rzuciła mnie na kolana Skoda MB100 w oszałamiającym niebieskim kolorze. Była tak dobra, że niemal wszyscy z paczki, która zawiązała się już chwilę po przyjeździe zagłosowali na nią w plebiscycie na najlepsze auto zlotu.




     A chyba czymś co zaskoczyło mnie najmocniej był o dziwo Maluch. Fiat 126p. w stylizacji dotąd przeze mnie niespotykanej. Lekkiej, fantazyjnej, ciepłej niczym Sycylia, a przy tym świeżej jak bryza nadchodząca z rozgrzanego Morza Śródziemnego.





     Godnym zauważenia był również bardzo ciekawy Wartburg 353, zachowany w bardzo fajnym stanie. Przykuwał wzrok głównie dobrym, rzadko spotykanym kolorem i czarnymi tablicami z Łodzi. Prawdopodobnie miał ciekawą historię przywrócenia go na drogi po tym jak porzucono go na jednej z łódzkich ulic. Niestety dziewczyny, które woziły się nim po imprezie nie były zbyt rozmowne i niewiele potrafiły o nim powiedzieć.




     Nigdy wcześniej nie interesowałem się jednośladami. Wydawało mi się, iż nie są to moje klimaty. Jednak to co było mi dane zobaczyć zadało kłam tej mojej pseudo filozofii. Nie dość, że motocykl prezentował nienaganny, wręcz perfekcyjny styl odbudowy, po za drobnymi odstępstwami, to jeszcze miał mocno oldschool'owy klimat i chyba najfajniejsze logo i miejsce pochodzenia jakie mógłbym sobie wyobrazić. Zobaczcie to nieziemskie DKW, które na marginesie wygrało główną nagrodę zlotu w klasyfikacji motocykli.




     Po za autami należy wspomnieć o miejscu. Robiło robotę i mam cichą nadzieję, że w przyszłości klasyki zajmą całą przestrzeń dawnych koszar.A wygląda na to, że tak się stanie. Już w tym roku organizatorzy zanotowali nieco ponad 200 samochodów. I to jest wiadomość chyba najlepsza. Aron robi dobrą robotę. Na każdym kroku widać progres. Jest już profesjonalne nagłośnienie, jest grono pomocników oznakowanych odblaskowymi kamizelkami, jest darmowy poczęstunek, który w to "jesienne", niedzielne popołudnie bardzo poprawiał nastroje rzeszy uczestników i widzów. Pozytywnie nastrajał też widok osób przyjezdnych, które zamiast skoczyć do marketu, czy zasiąść za ekranem swojego LCD'ka, przyjechały zobaczyć cuda minionej motoryzacji, bawiąc się przy tym świetnie.

     My też ubawiliśmy się przednio. Dawno nie zaliczyłem tak sympatycznej, spokojnej imprezy. Event'u bez niepotrzebnej spiny. Spotu, na który jak zawsze jedziesz podenerwowany, zastanawiając się, czy wziąłeś dopiero co kupione New Balance'y, pasek od Twojego Nikon'a błyszczy dostatecznie, a czapka MANTO jest kozacko przekręcona o 5° w lewo - twoje lewo!

     Tutaj zaliczyłem totalny luz. Pogoda dopisała, a gdyby było nieco cieplej, a my mielibyśmy więcej czasu należało tylko rozpalić małego grilla, rozłożyć leżaki, zrobić Radler'a i bawić się z ludźmi zarażonymi tą samą pasją. A należy podkreślić, że Łódź oraz w większości znani mi ludzie dopisali całkiem licznie. To cieszy. Rodzi nadzieję, że kiedyś doczekamy się tak samo dobrej imprezy na naszym rewirze.

     Wszystko co dobre, kończy się szybko i tak po oficjalnym rozdaniu nagród... ej, a czy ja właściwie wspominałem, że zostałem wyróżniony statuetką za jedno z trzech najciekawiej przerobionych klasyków? Tak. Było mi bardzo miło złapać za mikrofon i podziękować za nagrodę, opowiadając przy okazji nieco o moim Białasie, tym samym promując Wartburgową scenę na polskiej ziemi. Dzięki!

    A co stało się potem? Wróciliśmy do domu z uśmiechami na twarzach. To była fajna wyprawa. Dzięki wszystkim za niesamowite wspomnienia. Zerknijcie na zbiór moich, nigdzie wcześniej niepublikowanych zdjęć.


kliknij na zdjęcie aby przenieść się do galerii serwisu Flickr.com i fotografii w większej rozdzielczości


     Pragnę podziękować wszystkim, za miło spędzony czas. Paulinie i Mamie za dobre towarzystwo, chłopakom z Łodzi za przyjazd, organizatorom za profesjonalne ogarnięcie imprezy, a także Mateuszowi z Justyną oraz Kramerowi z Michaliną, za miłe pogaduchy. Zapewne wypada podziękować również Urzędowi Miasta i Prezydentowi Skierniewic, który chyba, jak żaden inny włodarz, pojawił się na event'cie swoim żółtym Trabantem. Jestem również zobowiązany, za przybycie  Zbigniewowi, który jak zwykle dotrzymywał nam towarzystwa i zasypywał ciekawymi opowieściami. Do zobaczenia na kolejnej imprezie, firmowanej marką Skierniewickie Klasyki"



Autor: Kruchy

wtorek, 11 października 2016

Finał sezonu Skierniewickich Klasyków; vol. 1 - Skierniewice 2016



     Zdarzyło się Wam oglądać coś z wypiekami na twarzy? Było to tak fascynujące, że aż porażało Wasze wszystkie zakończenia nerwowe. Oczyma wyobraźni już tam byliście, a opuszki palców niemal czuły przedmioty, które mieliście w zasięgu wzroku.

     Miałem może 6 czy 7 lat. Był koniec lat '80. Zahipnotyzowany siedziałem przed telewizorem i pochłaniałem każde słowo, gest [ a nie było ich wiele ], obraz i dźwięk jakie towarzyszyły programowi "Sensacje XX wieku". Audycji Telewizji Polskiej, która od 1983 roku była swego rodzaju nowinką. Smakiem dotychczas nieznanym telewidzom bloku wschodniego, a przynajmniej Polski Ludowej. Pasmo antenowe przenoszące nas w miejsca tak odległe, a przy tym poruszające tematykę tak abstrakcyjną, jak czasy, których dotyczył. Co w programach Bogusława Wołoszańskiego, mogło podobać się dzieciakowi takiemu jak ja, że nie mając zegarka wracał z podwórka zawsze na czas każdego tygodnia, aby wysłuchać tej chyba najbardziej znanej czołówki niosącej ze sobą złowieszcze dudnienie bębnów i ryk karabinów. A wierzcie mi, wtedy nie upajałem się muzyką. Nie wiedziałem nawet, że utwór zwiastujący kolejne odcinki serii "Sensacji" to dźwięki - "States Evidence" amerykańskiego jazzman'a,  Irving'a Joseph'a, który w 1960 roku jako mało znany amerykański aranżer i dyrygent, nagrał swój jedyny autorski album. Gdzie w dwunastu krótkich, treściwych utworach zamknął pasjonującą opowieść o kryminalnej stronie Nowego Jorku lat '30 i '40 ubiegłego wieku. Ten szemrany jazz w stylu "noir" został niezwykle pomysłowo zaaranżowany i wykonany przez czołówkę ówczesnych muzyków sesyjnych, takich jak: Miles Davis czy Gil Evans!

     Dziś, nic się nie zmieniło. Historia to moja pasja, bo historia to my. Wszystko czego nie dotkniemy się dziś i czym byśmy się nie interesowali wynika z przeszłości.

  Zakończenie motoryzacyjnego sezonu postanowiłem uczcić wraz z silnie działającą grupą Skierniewickie Klasyki, I kiedy tylko dowiedziałem się, że impreza odbyć się ma na dawnych wojskowych terenach, tym samym łącząc moje dwie pasje, pomyślałem - wspaniale!

     A trzeba przyznać, że przestrzenie, w których odbywał się event już po raz trzeci, to jedno z ładniejszych miejsc, w jakich byłem. Choć pierwszy stały garnizon wojsk rosyjskich w sile jednej kompani stacjonował w Skierniewicach od roku 1813 i miał służyć ochronie Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej, to dopiero w latach 1885 – 1895 między ulicą Batorego, a rzeką wzniesiono duże budynki wojskowe, stajnię i budynki gospodarcze, według projektu architekta Aleksandra Woyde. Stanowiły one kompleks, w którym stacjonował, 38'my Aleksiejewski Pułk Piechoty zwany Tobolskim. W latach 1892 – 1898, po przeciwnej stronie drogi (obecnie ulica Kilińskiego) wybudowano drugi zespół koszarowy, w którym stacjonował 170'ty Ostrołęcki Rezerwowy Pułk Piechoty. Na placu pomiędzy koszarami pułków wzniesiono cerkiew wojskową na pamiątkę śmierci cara Aleksandra III, którą przebudowano w 1918 roku na kościół garnizonowy. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku koszary zajęło wojsko polskie. Rozlokowane jednostki weszły w skład utworzonej w 1939 roku 26. Dywizji Piechoty, której dowódcą był płk dypl. Adam Brzechwa – Ajdukiewicz. Żołnierze ze Skierniewic walczyli we wrześniu 1939 roku, jednak największe straty ponieśli w bitwie pod Bzurą. Po powołaniu armii zawodowej miejsce utraciło swój wojskowy charakter. Obecnie teren dawnych koszar wojskowych zajmuje Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, która dzięki dotacjom unijnym zrewitalizowała kompleks.

     Może dziś nie posiada on już tylu sekretów co kiedyś, ale nadal jest miejscem imponującym. A wybranie go na teren imprezy motoryzacyjnej, było nie tyle strzałem w dziesiątkę, ale wcelowaniem w sam środek tarczy, w już wcześniej wbitego rzutka.

    Nietypowo dziś nie przedstawię relacji z imprezy. Postanowiłem zrobić to przy okazji pokazania własnych zdjęć. Dziś zaprezentuję fotografie wykonane przez innych uczestników wydarzenia.

     Zobaczcie sami, jak wygląda to wspaniałe miejsce i auta wywołujące u mniej odpornych czytelników, palpitację serca.



kliknij na zdjęcie aby przenieść się do galerii serwisu Flickr.com i fotografii w większej rozdzielczości



     W aktualizacji zaczerpnięto informację ze stron internetowych KultoweNagrania.pl, Skierniewice24.pl oraz Woloszanski.com.


     Kompilacja, naszym zdaniem najciekawszych zdjęć, a tym samym najlepszych samochodów pochodzi z Facebook'owych profili takich jak: Zbudniewek Fotografie, Tor Żerań FSO, Kamil Pawlak Photography, Asia Dyjaczenko, I love SKC.


     Materiały wykorzystane w aktualizacji, zostały znalezione w ogólnodostępnych galeriach wyżej wymienionych fanpage'ów Facebook'a. Ich wykorzystanie nie nosi znamion komercyjnych, a służy jedynie celom informacyjnym i promocyjnym powyższych serwisów.



Autor: Kruchy

środa, 14 września 2016

Zweitakt und Ostfahrzeugtreffen - Denkendorf 2016



    Kiedy Winston Churchill 5 marca 1946 roku, podczas historycznego przemówienia w amerykańskim mieście Fulton w stanie Missouri, wygłosił jedno z najsławniejszych zdań, jakie zna zapewne każdy człowiek nowożytnego świata, a fan starej motoryzacji w szczególności, określił tym samym nowe, pojałatańskie porządki. Zakreślił ramy ładu politycznego i narodowego, który na trwałe wpisał się w zauważalny jeszcze dziś "rozbiór" Europy. Wypowiedź celna i śmiała jak cała polityka prezentowana przez premiera Wielkiej Brytanii ukuła znane do dziś określenie "żelaznej kurtyny” (z języka angielskiego "iron curtain").


" od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem zapadła żelazna kurtyna dzieląc nasz Kontynent. Poza tą linią pozostały stolice tego, co dawniej było Europą Środkową i Wschodnią. Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te miasta i wszyscy ich mieszkańcy leżą w czymś, co trzeba nazwać strefą sowiecką, są one wszystkie poddane, w takiej czy innej formie, wpływowi sowieckiemu, ale także - w wysokiej i rosnącej mierze - kontroli ze strony Moskwy"


     Dobrze wiemy, że to zmieniło w Europie "wschodniej" dosłownie wszystko, na całe dziesięciolecia. Kulturę, technikę, styl i sposób życia. Jednak to co kiedyś wydawało się siermiężne i napawało nas wstydem, dziś staje się powodem do dumy. Nasze auta produkowane w krajach demokracji ludowej są inne niż wszystkie. Nasz mniej konsumpcyjny styl życia czasami stanowi wzór dla innych nacji, a przywiązanie do tradycji staje się powoli powodem do dumy.

     I z tego założenia wyszli zapewne organizatorzy bardzo ciekawej imprezy skupiającej posiadaczy samochodów "ze wschodu", a żeby było jeszcze ciekawiej - właścicieli pojazdów z silnikami dwusuwowymi. I jak się okazuje, Eisenach, kolebka Wartburga to nie jedyne miasto, które organizuje imprezy związane z naszą ukochaną marką. Świat byłby nudny i najwyżej dwubarwny gdyby tak było.

     Od trzech lat w miejscowości Denkendorf oddalonej zaledwie o 20 km od Stuttgartu, odbywa się bardzo interesująca impreza. Organizuje ją ekipa Zweitakterz Süd.

     Czym ciekawym potrafi zaskoczyć, wydawałoby się "kolejny" zlot pojazdów zabytkowych? Tematyką! Myślą przewodnią tej imprezy stały się bowiem auta napędzane silnikami dwusuwowymi oraz inne pojazdy wyprodukowane w KDL.

     Zaczęło się skromnie od 30 samochodów. Dziś ta liczba dobija niemal do dwustu pojazdów. Są to auta, które łączy kraj pochodzenia jak i ukochany przez wielu z nas typ silnika. Dlatego w tym roku jak i latach ubiegłych będziecie mogli zobaczyć na zdjęciach zarówno te popularniejsze auta takie jak: Wartburg, Trabant, Barkas, Robur, IFA, jak również Saab, DKW, AutoUnion, Horch czy wreszcie takie rarytasy jak ekscentryczny Sachsenring 240IFA P3 i AWS Shopper.

     Z resztą niech słowa zamienią się w obraz, ponieważ w roku 2015 powstał bardzo profesjonalnie zrealizowany film - zerknijcie:


Film dostępny w jakości Full HD

     Ideą imprezy jest z resztą rodzaj pikniku i kempingu. Dlatego prócz ciekawego przekroju samochodów, na zlot przybywa również liczna reprezentacja wszelkiego rodzaju przyczep campingowych pokroju ISOKO Qek, IFA, Intercamp czy namiotowych spod znaku Camptourist.

     Dzięki nawiązaniu współpracy z Thomas'em Sälzle i stroną Formfreu.de zapraszamy do zerknięcia na pełną relacje fotograficzną z tegorocznego, skądinąd przesympatycznego event'u,



kliknij na zdjęcie aby przenieść się do galerii serwisu Formfreu.de i fotografii w większej rozdzielczości
   

     a także na zobaczenie filmu uwiecznionego podczas tych radosnych dni. A jeśli chcielibyście wybrać się na tę ciekawą imprezę, to zachęcamy do wyprawy. To tylko 800km od Wrocławia, a po drodze takie ciekawe miasta jak: Chemnitz, Zwickau czy Norymberga...



Film dostępny w jakości Full HD


     Materiały wykorzystane w aktualizacji, zostały dostarczone przez organizatorów imprezy. a także są własnością Thomasa Sälzle. Ich wykorzystanie nie nosi znamion komercyjnych, a służy jedynie celom informacyjnym i promocyjnym bloga Zweitakterz Süd oraz Formfreu.de



Autor: Kruchy

czwartek, 8 września 2016

II spot Łódzkiego Ruchu Klasyków - EC1 - Łódź 2016



     Niestety nie dałem rady zajrzeć na promowane przez nas wydarzenie, czyli pierwszy w pełni oficjalny, a już drugi z kolei, spot Łódzkiego Ruchu Klasyków. Jednak pomimo niewybaczalnego uchybienia, chciałbym napisać kilka słów na temat tego, jak się okazuje bardzo udanego event'u.

     Przede wszystkim dopisała frekwencja. Organizatorzy szacują, że na pierwsze, w pełni wypromowane i profesjonalnie zorganizowane spotkanie, przyjechało nieco ponad 40 aut. Liczba przyjezdnych jak i zwiedzających nie jest znana, ale wnioskując po zdjęciach, impreza zgromadziła niemałe tłumy.

     Warto nadmienić, iż właściciel przestrzeni skupionej wokół kompleksu EC1 zachował się przesympatycznie. Nie dość, iż zgodził się na zorganizowanie wystawy aut klasycznych, to jeszcze ufundował pokaźną pulę 50'ciu biletów na zaplanowane wcześniej zwiedzanie przestrzeni dawnej ElektroCiepłowni nr 1.

     Z tego miejsca dziękuję w imieniu własnym, ponieważ wiem jak trudno czasami trafić na przychylne nam instytucje, jak również w imieniu organizatorów, którzy zapewne zyskali w oczach uczestników wybierając tą postindustrialną przestrzeń. Chyba nikt z nas nie spodziewał się tak życzliwego podejścia ze strony władz kompleksu. A jeśli chodzi o tą niebywałą atrakcję spotkania, należy wnioskować po rozentuzjazmowanych wypowiedział uczestników, że warto było ją zobaczyć i posłuchać opowieści zawodowego przewodnika.

     Zapraszamy do zerknięcia na kilka Facebook'owych galerii stworzonych między innymi przez: Arona z ŁRK, strefę EC1 Łódź - Miasto Kultury, fotografa z Redman Foto oraz ekip: FSO Team Łódź oraz Retro Pasjonaci.

     Zobaczcie jakie auta zawitały na tą świetnie rokującą inicjatywę.



kliknij na zdjęcie aby przenieść się do galerii serwisu Facebook i fotografii w większej rozdzielczości

kliknij na zdjęcie aby przenieść się do galerii serwisu Facebook i fotografii w większej rozdzielczości

kliknij na zdjęcie aby przenieść się do galerii serwisu Facebook i fotografii w większej rozdzielczości

kliknij na zdjęcie aby przenieść się do galerii serwisu Facebook i fotografii w większej rozdzielczości

kliknij na zdjęcie aby przenieść się do galerii serwisu Facebook i fotografii w większej rozdzielczości



     Nie wiadomo gdzie odbędzie się kolejne spotkanie ŁRK, ale Ola - organizatorka ekipy łódzkich klasyków, zapowiada, że nie będzie to EC1. Co w takim razie szykuje i czym nas zaskoczy - przekonamy się już wkrótce. Was natomiast zapraszam do polubienia profilu ŁRK oraz śledzenia zamieszczanych tam informacji.

      Materiały wykorzystane w aktualizacji, zostały dostarczone przez organizatorów imprezy. Prezentowane zdjęcia pochodzą z ogólnodostępnych galerii wyżej wymienionych fanpage'ów Facebook'a. Ich wykorzystanie nie nosi znamion komercyjnych, a służy jedynie celom informacyjnym i promocyjnym.



Autor: Kruchy

piątek, 26 sierpnia 2016

Zaproszenie na II Spot Łódzkiego Ruchu Klasyków - EC1 Łódź



     Pamiętacie żenujące próby stworzenia w Łodzi organizacji podobnej do wspaniale rozwijających się inicjatyw pokroju "Klasyków Nocą" czy innych tego typu grup i zrzeszeń? Nie ukrywam, że moje miasto to trudny temat, ale oczekując na powodzenie, nie można liczyć na farta, kierując się dewizą jednego z organizatorów - "jakoś to będzie". To ciężka praca, a przy tym głowa pełna pomysłów i zaangażowanie nie jednej, nie dwóch osób, a całej grupy pasjonatów. Tego niestety u nas zabrakło, choć warto nadmienić, że zawsze proponowałem pomoc i wsparcie, również z ramienia WartburgRadikalz.

     Na szczęście pojawiła się w Łodzi osoba z wizją, wspierana najlepszymi wzorcami pochodzącymi ze Skierniewic. Ola to skromna, młoda dziewczyna, posiadaczka Malucha. Kilka tygodni temu - 24 lipca, zorganizowała pierwsze spotkanie Łódzkiego Ruchu Klasyków na parkingu, zwanym Kaloryfer. Okazało się, że dobrze nagłośniona sprawa, robiona z pasji i chęci stworzenia czegoś dobrego, przyniosła rezultaty w postaci licznie przybyłych uczestników.

     Pierwszy "cios" zawsze pociąga następny. Dlatego z nieukrywaną przyjemnością, jako patron medialny wydarzenia i blog współpracujący z ŁRK mam okazję zaprosić wszystkich mieszkańców Łodzi oraz okolicznych miejscowości na "Drugie", już w pełni oficjalne spotkanie Łódzkiego Ruchu Klasyków w dniu 28.08, czyli w najbliższą niedzielę w godzinach 16:00 - 19:00. A co należy podkreślić, spot odbędzie się w niesamowitych przestrzeniach EC1, które jako instytucja kulturalna, wspiera naszą inicjatywę. I dlatego też, jedną z atrakcji spotkania, będzie możliwość zwiedzania z przewodnikiem, całego kompleksu tej najstarszej łódzkiej, ale również jednej z pierwszych na świecie elektrociepłowni, która teraz ma stać się kompleksem kulturalnym na miarę XXI wieku.

     Zapraszamy wszystkich młodych i starszych posiadaczy samochodów zabytkowych, klasycznych, young i freshtimer'ów. Samochodów oryginalnych, custom'ów oraz pojazdów nietypowych, gdzie granica wieku ustalona na rok '93, czasami może być płynna 😉







Autor: Kruchy

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Internationale Wartburg Treffen - Eisenach 2016 - Thomas Sälzle



     Pozostańmy jeszcze pod wpływem uroku jednego z piękniejszych miast Turyngii. Wszystko  za sprawa naszego serdecznego znajomego, którego mieliśmy okazję poznać właśnie na zlocie Wartburga w roku 2013. I pomimo, iż minęło kilka lat od naszego ostatniego spotkania, to do dziś trzymamy ze sobą sztamę. Czego dowodem niech będzie fotograficzna relacja, jaką Thomas Sälzle , twórca wybitnego fotobloga - Formfreu.de, o którym z resztą już kiedyś wspominaliśmy, ma okazję nam przedstawić.

     Dlatego też, za namową tego przesympatycznego człowieka, z niekrytą radością, prezentujemy fotograficzny reportaż ze zlotu w Eisenach. Zapraszamy.


kliknij na zdjęcie aby przenieść się do serwisu Formfreu.de i fotografii w większej rozdzielczości


     Zdjęcie wykorzystane w aktualizacji, zostało zamieszczone za zgodą i wiedzą Thomasa Sälzle. Upublicznienie i prezentacja fotografii nie nosi znamion komercyjnych, a służy jedynie celom promocyjnym bloga Formfreu.de




Autor: Kruchy

wtorek, 16 sierpnia 2016

Internationale Wartburg Treffen - Eisenach 2016



     Tak jak już wspominaliśmy, w tym roku z powodów obiektywnych, nie mogliśmy zawitać na Międzynarodowy Zlot Wartburga w Eisenach. Jednak od czego są znajomi?!

     Tego typu, niemal relację na żywo zrobiliśmy po raz pierwszy i trzeba przyznać. że było to ciekawe doświadczenie. Czy wzbudziło zainteresowanie? Biorąc pod uwagę ilość wyświetleń, którą zaliczył nasz blog przez tych kilka dni, plasując się na poziomie ponad 2600 wejść to nasze doświadczenie sprawdziło się wyśmienicie.

     Teraz wypadało by nieco podsumować i opisać przebieg tych dni. Nie ośmielę się zrobić tego za Jacka. Niech sam opowie Wam jak było...



     Wyruszyliśmy w czwartek około 3:00 w nocy i po 8 godzinach jazdy, bez żadnych przygód dotarliśmy do Eisenach. Niestety, ale do granicy nieustannie towarzyszył nam deszcz, który na szczęście pozwalał bezpiecznie podróżować. Kolejne opady zaskoczyły nas ponownie na samym wjeździe do rodzimego dla Wartburgów, miasta.

     Po umyciu i zatankowaniu samochodów, wyjechaliśmy na plac aby przywitać się z organizatorami i w przerwach między opadami rozbić nasz "polski sektor". Wieczór, pomimo zmęczenia spędziliśmy jak zawsze w doborowym towarzystwie przyjaciół między innymi z Niemiec, Holandii i Norwegii przy wspólnej "kolacji".

     W piątek od samego otwarcia bram to jest o 8:00, śledziliśmy nieustannie przebywające kolejne Wartburgi z całej Europy, co w efekcie przyniosło rekord w ilości samochodów przybyłych na plac, w liczbie 300 pojazdów.


     Resztę piątkowego dnia przeznaczyliśmy na wizytę na 57 Wartburg Rallye, gdzie pośród wielu legend rajdowych natknęliśmy się na pare samochodów z polskimi uczestnikami, których również udało się nam poznać - choć o tym nieco później...



     O godzinie 16:00 udaliśmy się na Cosmodrom aby popatrzeć na legendy rajdowe w akcji, a nie tylko stojące okazale w pit'stopach. Tego samego wieczoru, udało się nam wylicytować okolicznościowy kieliszek. Trzeba przyznać, że tego typu aukcja, z której cały dochód zostaje przekazany na muzeum AWE w Eisenach to szczytna inicjatywa, za którą oczywiście wypadało wypić.

     Sobota tradycyjnie już została poświęcona na 9'tą już z rzędu wizytę w muzeum i kantynie (forma prywatnego muzeum mieszczącego się w dawnej pracowniczej stołówce, która kiedyś była nierozerwalną częścią fabryki.) I ten dzień minął bym nam całkiem spokojnie, gdyby nie wieczorna wizyta Adama i Łukasza, czyli załoga Poloneza 2000 Rally. Niestety samochód odmówił im posłuszeństwa przed pierwszym przejazdem i z braku możliwości startu postanowili skorzystać z naszego zaproszenia aby złagodzić smutki sokiem i Colą z Whisky. To był naprawdę miły wieczór, podczas którego mogliśmy dowiedzieć się co nieco o rajdach, a nasi goście rajdowcy o Wartburgu. Dodatkowo był to wieczór ubarwiony obecnością Jana z ekipy Heimweh i jego jak zawsze zaskakującymi i ciekawymi opowieściami.

     Niedziela to dzień parady dziesiątek Wartburgów po okolicach przepięknej Turyngii, którą mieliśmy szczęście oglądać w obecności Adama i Łukasza, którzy zapragnęli przejechać się naszymi Wartburgami. A idąc niemal za ciosem i chcąc nieco rozweselić podłamaną ekipę Poloneza 2000, tym samym w pełni wykorzystując okazję, postanowiliśmy raz jeszcze udać się do muzeum, tak aby Michał mógł czynić powinności przewodnika dla naszych nowo poznanych znajomych. A jak można by jeszcze dopełnić tak udany dzień, jeśli nie na Zamku Wartburg.

     Po powrocie, niedzielny wieczór upłynął nam na wieczornym kinie i oglądaniu między innymi filmu z ubiegłego Heimweh.


     Poniedziałek jak to bywa, musiał nadejść prędzej czy później, a z nim pakowanie się, wspólne pożegnania z uczestnikami, którzy zostali do samego końca oraz organizatorami dzięki którym wszystko to było możliwe.


     Powrót przebiegł pomyślnie i po 7 godzinach szczęśliwej podróży o 20:00 dotarliśmy do Poznania.


     Na koniec pozostaje mi podziękować Mojej Marcie za kolejny wspólny wyjazd, ogarnięcie tego czego my z Michałem nie zrobiliśmy, za to że wytrzymała z dwoma wariatami przez te 5 dni i pokonała z nami kolejne 1500 km aby zobaczyć to co my chcieliśmy obejrzeć, a Michałowi, za to że jak zawsze nie zawiódł i towarzyszył nam 9'ty raz z rzędu w tym ekscytującym wypadzie - chociaż już się obawiałem! 

     Prócz tego podziękowania należą się Adamowi i Łukaszowi za te dwa popołudnia - fajnie spotkać takich wariatów jak wy 700 km od domu. Oraz na koniec dziękuję i gratuluje wszystkim organizatorom Heimweh z Enrico na czele, za trud jaki wkładają od 17 lat w tę imprezę, za doskonałą organizację i za to jak ciepło nas przyjmują od wielu lat.


     I tak właśnie kończy się nasza szalona relacja, której mogliście być uczestnikami przy nieocenionej pomocy Emitu. Trzeba przyznać, że kiedy umawiałem się z Jackiem odnośnie wysyłania zdjęć okraszonych słowem komentarza, nie sądziłem, że nasz przyjaciel wywiąże się z danego słowa w takim stopniu, robiąc to z niebywałą determinacją. Jednym słowem - DZIĘKUJĘ...

     A  tegorocznego Internationale Wartburg Treffen w Eisenach - Heimweh 2016.






Autor: Emitu & Kruchy