NIE KASOWAĆ!!!

czwartek, 13 kwietnia 2017

Κώστας Μανιατάκης - najsławniejszy grecki miłośnik Wartburga



     Historia to od zawsze fascynujący mnie ludzie. Jesteśmy w stanie budować, niszczyć, kochać, ranić, cierpieć, cieszyć się, rujnować, tworzyć - a przede wszystkim myśleć... Człowiek to same przeciwstawne cechy.

     Gustaw Holoubek w filmie z roku 1957, pt. "Pętla" wypowiada chyba jedno z moich ulubionych zdań jakie kołacze się po mojej głowie naprawdę często:

"ludźmi jesteśmy - to szlachetnie z naszej strony"

     A jak to z cytatami bywa, czasami istnieje kilka ich wersji, różniących się od siebie nieznacznie. Niekiedy przypisuje się im autorów, a innym razem z czystej niewiedzy dopisuje po myślniku, niewiele mówiący zwrot - autor nieznany...

     I tak, pod poniższym cytatem znalazłem zarówno dwa nazwiska "twórców", jak i informację o braku wiedzy na temat pochodzenia owego zdania. Frazy, która jak żadna inna oddaje sens i naukę płynącą ze znajomości własnej historii.


     "Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie - Piotr Konieczka / Autor nieznany

lub

     "Kto nie pamięta historii skazany jest na jej ponowne przeżycie." George Santayana  


   A historia, to nie tylko nudne, wkuwane na pamięć daty, miejsca i wydarzenia pozbawione wartości. Przeszłość, to ludzie, niesamowite historie, zrządzenia losu, wspaniałe happy-end'y, rozczarowujące, fatalne w skutkach zakończenia. To przyjaźnie, znajomości, wspomnienia tak kolorowe, iż wielokrotnie ubarwić mogłyby niczym Technicolor  niejeden czarno-biały film. Przeszłość to również białe plamy, wydarte strony kart historii, niedopowiedzenia i niewiadome.

   
     Κώστας Μανιατάκης, a używając transpozycji "europejskiej"- właściwie Costas Maniatakis, to urodzony w roku 1914 Grek. Zafascynowany w młodości motoryzacją szybko zrobił prawo jazdy i został kierowcą. Jego losy przedwojenne nie są zbyt dobrze znane nawet Grekom. Być może dlatego, że był zawsze człowiekiem niesamowicie skromnym. Nawet kiedy był już wielką gwiazdą nie opowiadał zbyt wiele o swoim życiu i przeszłości. Nigdy nie czuł się celebrytą.




     Zaraz po wojnie, okazało się, że posiada jeszcze jeden talent - muzykę. Jego głos pozwalający na śpiewanie tenorem rejestru piersiowego o wyjątkowo szerokiej skali, pomógł mu w zdobyciu popularności. Szybko określono go mianem popularnego piosenkarza muzyki leniwej i "kanapowej" [ lounge singer ]. Jego muzykę cechowała lekkość, a piosenki miały zwiewny, często satyryczny charakter. Jak pisze jeden z greckich blogerów - "jego głos zawsze rozpraszał duchy i rozwiewał smutki".

     Costas być może jak na wokalistę "pop" nie był gwiazdorem, ale w wieku 43 lat, pozwolił sobie na zakup mocno ekstrawaganckiego, zachodniego, a jak na tamte czasy bardzo ekskluzywnego auta z importu - Wartburga 311 w wersji Convertible.

     Pomyślicie zapewne - a jednak, gwiazdeczka. Przyznam, że raczej amant lub szaleńczo zakochany romantyk, bowiem kto z miłości podarowałby kabriolet swojej ukochanej?

     Wartburg 311 Cabrio z roku 1957 był jednym z trzech egzemplarzy jakie w ogóle trafiły do Grecji. Rarytas - prawda?

     I wydawałoby się, że to jedna z tych całkiem szczęśliwych opowieści. Pozbawiona burzliwych momentów i gorszych fragmentów. Jednak jak to z miłością czasem bywa - kończy się definitywnie. Maniatakis rozszedł się ze swoją partnerką 10 lat później, a auto pozostało niczym blizna na ranie zadanej Costasowi przez jego ukochaną. Nie mogąc znieść widoku zwróconego przez partnerkę auta, sprzedał je, próbując zapomnieć o wszystkich tych latach. Co działo się z samochodem od roku 1967 do 1994 pozostaje zagadką. W połowie lat '90 Wartburg został odnaleziony na jednym ze złomowisk na przedmieściach Aten.

     Zapewne znacie takich ludzi, którzy zafascynowani czymś, czego nie znają, coś co przykuło chwilowo ich uwagę, kupią to i okłamując własne lenistwo, brak wiedzy, czasem też funduszy, mówią sobie - zrobię go. Tak, na pewno go zrobię. Auto niestety nie miało szczęścia do kolejnego właściciela, ponieważ ściągnięte na wieś, stało, niemal bezczynnie od połowy lat '90 do roku 2012. Właściciel typu "paprok - kolekcjoner" z akcentem na partacz - amator, próbował zdziałać coś własnym sumptem, ale była to tylko kiepska kosmetyka. Jak zapewne się domyślacie naprawy były zrobione żenująco, a sam wieloletni postój choć pod wiatą, odcisnął dotkliwe piętno na aucie.

       Na szczęście w tej historii pojawia się bohater. Bohater jak najbardziej pozytywny. Christos Dagalos, od dawna mój bliski przyjaciel, zapuszczone auto wypatrzył całkowicie przypadkowo podczas jednej z wiejskich przejażdżek. Rodzinne tradycje posiadania Wartburga są u niego bardzo solidne, ponieważ wychował się wśród tych samochodów.

Christos w jego ulubionym aucie - rok 1985


     Jego Tata kupił swojego pierwszego Wartburga w roku '75, a Christos stał się szczęśliwym posiadaczem swojego 353, już w wieku 21 lat, tuż po zrobienia prawa jazdy.

Christos Dagalos i jego pierwszy samochód - rok 1993


     Pozostawało tylko podjąć jedną, ważną decyzję - męską decyzję. Ale jak możecie się domyślać, nie było innej opcji, aby Christos, miłośnik i pasjonat Wartburgów nie docenił klasy auta, jakie właśnie odkrył.




 




     Remont kabrioletu trwał ponad rok. Pierwsze, prostsze prace nasz niestrudzony właściciel wykonał własnoręcznie , ale przy kwestiach poważniejszych, nieocenioną pomoc okazał bliski przyjaciel Christosa - Thanasis Rantos, właściciel serwisu samochodów, specjalizujący się z racji własnych zainteresowań również w Wartburgach. To właśnie tam obaj, niedawno poznani przeze mnie osobiście przyjaciele, ścierali się z zastaną od ponad 18 lat "stalową materią".






     Pierwsza przejażdżka miała miejsce już pod koniec 2013, natomiast w połowie 2014 auto zostało wreszcie oficjalnie pokazane światu. Wiadomo, trwały jeszcze ostatnie poprawki, dopieszczanie detali, ale sami wiecie - nasze auta cały czas ewoluują.















      Wiem, że niektórzy powiedzą - nieoryginalne zderzaki, brak listew, kołpaków, początkowo jakieś fotele z zagłówkami. A jednak darzę Christosa ogromnym szacunkiem. Posiada jedynego Wartburga 311 Cabrio w Grecji. Dostanie jakichkolwiek części do tego auta graniczy z cudem, a dystans między Grecją a Niemcami dzieli ponad 2400 km. O ile łatwiej im o części mechaniczne, to kwestie dodatków i galanterii to po prostu koszmar. I jestem w stanie doskonale zrozumieć, że auto nie wygląda jak z fabryki, ale jest na tyle samo w sobie oryginalne i nawet jak na Grecję - egzotyczne, iż można mu to wybaczyć. Z resztą Christos stara się powoli doprowadzać auto do stanu oryginalności. Fotele z zagłówkami włożone na początku, zostały zastąpione oryginalnymi, fotelami z pierwszych Wartburgów 353. Natomiast dzięki licznym znajomościom właściciela, udało się w końcu sprowadzić z Niemiec komplet dekli.

     Jestem pełen podziwu dla Christosa, za jego upór i walkę jaką stacza z tak nietypowym i trudnym autem - autem, które w tym roku skończyło przecież 60 lat!

     I jak widzicie, historia to również poznawanie fascynujących opowieści i przedmiotów z nimi związanych. Co prawda postać śpiewaka - Costas'a Maniatakis'a nie doczekała się miejsca na łamach Wikipedii, ale może dzięki nam niektórzy poznają tę postać nieco bliżej i widząc kiedyś czerwone 311 Cabrio z Aten przypomną sobie, że auto znalazło się prawie 2500 km od rodzimego miejsca produkcji, dzięki fantazji tego greckiego Mieczysława Fogg'a.

     A co tyczy się samego Christosa, to jest fanatykiem jakich mało. Okazuje się bowiem, że auto kupione jako swój pierwszy pojazd posiada do dziś. I co najistotniejsze używa go na co dzień dojeżdżając do delikatesów Αφοι Βασιλόπουλο w których pracuje.





     Chciałbym podziękować przesympatycznemu Christos'owi za pomoc przy powstaniu tego tekstu. Miałem go okazję poznać, przy okazji wycieczki do Aten w marcu tego roku i uwierzcie mi - będzie jeszcze o czym opowiadać.




Autor: Kruchy

czwartek, 23 marca 2017

International AWE Market by WartburgRadikalz.com



     26 lutego minęło dokładnie 6 lat odkąd nieprzerwanie działamy na portalu Facebook.com. Jako fan page, staramy się wrzucać fotki aut "naszych fanów", zdjęcia najciekawszych projektów, realizacje remontów, fotografie najlepszych egzemplarzy jakie widujemy wśród naszych międzynarodowych znajomych i krótkie zajawki aktualizacji wrzucanych na naszego WRbloga. Nasz profil polubiło już prawie 10.000 osób, dlatego...

    ...przyszedł czas na kolejny pomysł - staliśmy się twórcami nowo powstałej grupy:






     International AWE Market by WartburgRadikalz.com to w zamyśle, Międzynarodowa Giełda Części, na której możesz KUPIĆ / SPRZEDAĆ / WYMIENIĆ wszystko co dotyczy Wartburga i spółki 😉  Części, pojazdy, pamiątki, gadżety i ogłoszenia przeklejane z innych portali. Znajdziecie tam ogól tego, co związane z Wartburgiem, Barkasem i Melkusem...

     Zapraszamy wszystkich do dołączenia do grupy, wystawiania ogłoszeń - sprzedaży, kupna, wymiany... Każdy może zostać członkiem, jak również zaprosić swojego znajomego. Dozwolone są nawet "reprinty" ogłoszeń z  innych portali sprzedażowych...



Autor: Kruchy

poniedziałek, 27 lutego 2017

Gang Dwusuwa



     Zawsze myślałem, że dwusuwowe silniki Diesla, o których tyle słyszałem, to kwestia tak odległa, że prawdopodobnie kończąc swoje życie, mógłbym ich nigdy nie spotkać w rzeczywistości. 

     Otóż jak się okazuje, można natknąć się na nie choćby w Stanach, a co ciekawe są one w ciągłym użyciu. I nie mówię tu oczywiście o tankowcach czy kontenerowcach.

  Chciałoby się powiedzieć, że wystarczy zdobyć wizę, pojechać do którejś z mniejszych miejscowości USA i wywołać jakiż pożar aby posłuchać ich dźwięku. Pożar, zapytacie...

     Jest dużo prostsza opcja wsłuchania się w cudowny gang silników dwusuwowych. Motorów, które jedni kochają, a inni uważają za archaiczne?! Słabe!? 

   Jeśli jesteście ciekaw jak wygląda czterolitrowe V8, generujące 400 koni, "skonstruowane" przez inżynierów z Milwakee i wsadzone do Volvo Amazona, a tym bardziej zastanawia Was dźwięk jaki z siebie wydaje, to zapraszamy do zapoznania się z całkiem ciekawie zrealizowanym filmem odnalezionym w sieci.

     Włączcie porządne audio i zobaczycie, że materiał ma wiele smaków wywodzących się również z Niemiec i Polski.



Film dostępny w rozdzielczości 1080p.



      Za realizację filmu odpowiada słowacki Youtuber - tak, to słowo niestety musiało tutaj paść, prowadzący kanał VisioRacer. Nie dostałem pozwolenia na prezentowanie jego materiału, ale uznałem, że jeśli jest dostępny publicznie, to właściciel nie będzie wnosił obiekcji co do zareklamowania jego kanału.



Autor: Kruchy

wtorek, 14 lutego 2017

Zapowiedź artykułu "Wschód kontra Zachód" - magazyn Auto Świat Classic



     Dwa dni temu na jednej ze stacji benzynowych, w stosie najróżniejszych pism wypatrzyłem mocno intrygujący tytuł artykułu - "Dwie strony żelaznej kurtyny - Wschód kontra Zachód".

     Opracowanie znajdziecie w najnowszym numerze magazynu Auto Świat Classic 1/2017, który wydany został 25 stycznia. Dystrybucja przewidziana jest na okres - styczeń/luty.

     Jak zwykle zachęcam do zakupu, ponieważ zdjęcie widoczne na okładce zestawiające Wartburga 313 z Borgwardem Isabella Cabrio to zaledwie przedsmak lektury, bowiem tekst zatytułowany "Zachód kontra Wschód", to porównanie aż 12 samochodów z lat '50 i '60 z obu stron żelaznej kurtyny. Brzmi wystarczająco dobrze?

     A to nie wszystko. W numerze tego dwumiesięcznika odnajdziecie również inne ciekawe artykuły. Jak choćby: klasyki marzeń z lat 70, interesujące opracowanie Zdzisława Podbielskiego, który opisał genezę powstania ZSD Nysa, a także wywiad przeprowadzony przez Romana Dębeckiego, który szczegółowo przepytał "na okoliczność" wieloletniego dyrektora FSO, Edwarda Pietrzaka.

     Zapraszamy do zakupu magazynu Auto Świat Classic, który na pewno znajdziecie w większości kiosków, saloników prasowych czy na regałach stacji benzynowych.







     Oczywiście dzięki oficjalnej zgodzie magazynu Auto Świat Classic, nie tylko postanowiliśmy zareklamować powyższy magazyn. Za kilkanaście miesięcy od daty premiery numeru, zaprezentujemy Wam ten artykuł na łamach WartburgRadikalz.com




Autor: Kruchy

wtorek, 24 stycznia 2017

Foto retrospekcje



     Kiedy widzę w internecie jakieś oldskulowe zdjęcie, bez znaczenia, czy czarno białe czy w wyblakniętym ORWO kolorze, zawsze szukam jednego - czyichś wspomnień.

      Moja kolekcja fotografii liczy już ponad 1000 pozycji. Dzisiaj jest to proste. Lubisz odpowiednie profile na Fejsie, a fotki niemal same wpadają Ci w oko. A wiecie jak zaczynałem?

      Kiedy w 2000 roku kupiłem Wartburga w polskim internecie praktycznie nie było niczego. Jeśli się nie mylę, nie istniała żadna witryna, co zapewne było bezpośrednią iskrą do stworzenia Klubu-Wartburga. Chcąc wypłynąć na szeroki przestwór oceanu, zacząłem sukcesywnie przeszukiwać internet zagraniczny. Wpisywałem więc frazę Wartburg w wyszukiwarkę Onet.pl i klikałem. Sądzicie, że to łatwe. Jasne... Miałem wtedy Pentium III i modem Zoltrix 36.600 kb/s oraz siostrę. Mówię o tym specjalnie, ponieważ czas jaki mogłem spędzić w wirtualnej rzeczywistości musiałem dzielić na dwie części. Dokładnie godzina, raz w tygodniu, zawsze w sobotę. Takie to były warunki i taka rzeczywistość. Mieliśmy z siostrą założony specjalny zeszyt, w którym notowaliśmy, kto był jak długo w sieci. Impulsy telefoniczne nie były tanie, a telefon w tym czasie był przecież zablokowany. Z resztą nie przelewało się nam, aby pozwolić sobie na więcej.

      I gdyby nie to, że czasami musiałem szukać jakiś informacji do szkoły, to zapewniam Was, siedział bym pełne 60 minut i ściągał zdjęcia. Były dwie lub trzy główne strony. Dwie pamiętam do dzisiaj. Die-Besten i WartburgPeter. Co pochłaniało mnie najmocniej? Oczywiście, że tuning. Zdjęcia aut i ich przemian, rozwiązań technicznych. Na drugim miejscu z racji zainteresowań historycznych - stare fotografie. Wtedy były to głównie reprinty pocztówek, a także zdjęcia rodzinne.

      Dzisiaj zmieniło się niemal wszystko. Internet jest szybki, stabilny i co najważniejsze, nie jest już reglamentowany. Stron jest bezliku, a twarde dyski potrafią zmieścić więcej niż bagażnik Wartburga.

      Niezmienne jest natomiast to, że ja nadal kolekcjonuję zdjęcia. Odpuściłem co prawda te wszystkie custom projekty, historie renowacji prowadzone w odcinkach, fotki lśniących oryginałów. To znajdę bez trudu online. Zbieram już tylko zdjęcia wraków, wypadków oraz foto retrospekcje.

      Czemu to robię? Zapewne dlatego, że jestem sentymentalistą. Tęsknię za tym co jest daleko i było dawno. Z drugiej strony jestem ciekawy świata. Fascynuję mnie historia, szukam w niej analogii dzisiejszych czasów. Szacunek wymaga poznania naszych korzeni.

     Na zdjęciach jest wszystko. Uwieczniono na nich każdy moment, element i najmniejszy szczegół naszego życia. Przecież tak naprawdę, dopiero na tych ujęciach widzimy jak Ci ludzie żyli. Patrzymy na ich stroje, fryzury, mimikę twarzy. Podziwiamy szerokie ulice, "nowoczesne" arterie, najlepsze rozwiązania drogowe, rozmach wszystkich gmachów budowanych na kredyt. Neony świecące logami upadłych firm, szyldy reklamujące nieistniejące już koncerny.

     A wreszcie oglądamy te uchwycone kadry próbując dostrzec szczegóły i detale dotyczące aut. Dodatki tuningowe, przypadkowo użyte części niezgodnie z rocznikiem, rzadkie modele i wersje samochodów. Samochodów, które nierzadko były tłem, drobnym akcentem lub zaczątkiem do zmian politycznych czy kulturalnych.

     Co ciekawe moje zdjęcia pochodzą z Węgier, Czechosłowacji, Rumuni, Bułgarii, Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Polski Ludowej i wydawałoby się, iż zapewne różnią się często od siebie. A jednak gdyby nie patrzeć na sklepowe szyldy, znaki drogowe, transparenty czy tablice rejestracyjne, często nie zadawalibyśmy sobie sprawy z jakiego kraju pochodzą. To niesamowite jak świat i ludzie są podobni do siebie. Jak podobni jesteśmy i jak zbliżone samochody jeździły we wszystkich krajach socjalistycznych.

     

kliknij na zdjęcie aby przenieść się do galerii serwisu Flickr.com i fotografii w większej rozdzielczości


     Skąd pochodzą te wszystkie zdjęcia? W większości nie wiem. Szukam ich na Allegro, Ebay'u, stronach cyfrowych narodowych muzeów, rządowych archiwów, na witrynach i fanpage'ach wszelkiego rodzaju pasjonatów historii, blogach historyków i fotografików. Niektóre są skanami kupionych w antykwariatach pocztówek lub zdjęć. Zbiór ma prawie 17 lat i nie sposób abym pamiętał skąd je mam. Na pewno ten katalog liczący dziś zaledwie 120 zdjęć, będzie stale wzbogacany. A zdjęcia będę dla Was zamieszczane w kolejności od najnowszych do najstarszych, tak aby pierwsze były widoczne zawsze te "najświeższe".

     Zapytacie zapewne jaki sens ma zapisywanie na twardym dysku starych fotografii. Otóż mam wrażenie, że nikt wcześniej nie zrobił niczego takiego. Nie zgromadził w jednym miejscu wszystkich fotografii związanych z jedną marka samochodu. Chciałbym aby moja kolekcja była najpełniejszą analizą fotograficzną przeszłości związanej z Wartburgiem. Te fotki dzieli wiele - jakość, wiek, pochodzenie, wielkość, natomiast łączy je jedno - na fotografii zawsze znajdziecie choćby jednego Wartburga. 

     Zapraszam Was serdecznie w tą iście sentymentalną podróż. Dla niektórych będzie to fascynująca wyprawa w nieznane, a dla innych zwyczajna wędrówka wspomnień.



Autor: Kruchy

sobota, 24 grudnia 2016

Jedźcie bezpiecznie, bądźcie szczęśliwi, uszczęśliwiajcie innych...



     Nie ma nic cenniejszego niż rodzina, dlatego z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, pragniemy życzyć Wam szczęśliwej drogi do wszystkich domów, które postanowicie odwiedzić. Odpuście nogę z gazu jak również niepotrzebne nerwy, które tak często towarzyszom takim chwilom....

    ....czas spędzony w gronie najważniejszych Wam osób, to właściwie jedyne co mamy tak naprawdę, dlatego chłońcie dosłownie każdy ułamek sekundy spędzony z najbliższymi...

     ...miło jest być obdarowanym, ale jeszcze przyjemniej jest dawać i choćbyście nie mieli czego wręczyć, dajcie chociaż siebie, ale całych...

....rodzinnych, wesołych, spokojnych świąt życzą Wam Kruchy i Wujek z ekipy WartburgRadikalz...







sobota, 17 grudnia 2016

Zaliczamy progres, czyli WRshop rozpoczyna działalność.



     O stworzeniu marki promującej różnego rodzaju gadżety związane z Wartburgiem marzyłem od zawsze. Niestety nigdy nie udało się niczego przeforsować, ani wprowadzić w życie. To prawda, były to trochę inne czasy, ale nauczyły mnie jednego. Jeśli chcesz coś zrobić, musisz zrobić to od podstaw sam.

     Dlatego nie licząc na zbieranie zainteresowanych i przedpłat na produkty sygnowane logiem WartburgRadikalz postawiłem wszystko na jedną kartę i wyłożyłem naprawdę gruby pieniądz na realizację projektu stu unikalnych T-shirt'ów.

     A wszystko zaczęło się dość niewinnie. Zapytałem koleżankę, notabene posiadaczkę Wartburga, czy nie ma wśród znajomych jakiś grafików, ponieważ chciałbym kiedyś wypuścić jakieś gadżety z Wartburgiem. Tydzień później udałem się na moje pierwsze "spotkanie biznesowe" w sprawie omówienia współpracy z paczką grafików. Na efekty nie musiałem czekać zbyt długo. Z ich trójki najbardziej zaangażowała się w projekt Aldona. Dziewczyna tak pracowita, pozytywnie nastawiona do tego co robi, a przy tym niesamowicie komunikatywna, że czasami aż zawstydzała mnie jej chęć działania.

     Projekt powstał dość szybko, pomimo "mojego marudzenia". Właściwie sama grafika wymagała tylko kilku poprawek.  Współpraca układała się perfekcyjnie. Zawsze bałem się, że ktoś nie będzie umiał wychwycić tego, co tak naprawdę chciałbym stworzyć. To tak jakby rysować z zamkniętymi oczami, wiedząc co chcesz wykreować, a nie mając przy tym pojęcia co wyjdzie. Niemal jak wytłumaczenie ołówkowi jak ma kreślić linie, nie mogąc zrobić tego samemu.

     Równocześnie z pracami graficznymi postępowała budowa WRshop'u. A trzeba przyznać, że z racji braku odpowiedniej ilości "papierów wartościowych", nie mogłem nawet myśleć o zakupie gotowego sklepu internetowego. Dlatego do akcji jak zwykle wkroczył nieoceniony i od lat związany z WartburgRadikalz - Eljot. Postawił "prosty" formularz zamówień. Choć tylko dzięki jego sprytowi, samozaparciu i szukaniu rozwiązania mnóstwa problemów udało się to wszystko poskładać w całość. Sztuką było podpięcie sklepu pod system PayPal, stworzenie opcji automatycznego nadawania odpowiedniego numeru zamówieniom, wygenerowanie mejla, który po zrobionych zakupach, przychodziłby do obu stron.

     W technicznych zawiłościach nie mogłem pomóc zbyt wiele, ale miałem poważne zadanie. Od początku chciałem, aby sklep był przetłumaczony na trzy najważniejsze języki. Z angielskim nie miałem większych problemów, jednak dzięki niesamowitemu zrządzeniu losu, także z niemieckim. Na Fejsie poznałem przesympatyczną dziewczynę, właścicielkę Wartburga 311. Od słowa do słowa, okazało się, że wspaniale włada angielskim czego dowiodła poprawiając moje drobne błędy w tłumaczeniu, jak również stała się cierpliwym i nieocenionym źródłem tłumaczenia wszelkich zawiłości, ojczystego języka Marcina Lutra i Jana Sebastiana Bacha.

     Prowadząc działania na tylu frontach, w końcu przystąpiłem do ofensywy. Nie powiem aby wybranie producentów było łatwe, ale jak się okazało, nie to było największym problemem. Jak zwykle, w grę wchodziły duże pieniądze. Pieniądze, których nie miałem. Tutaj pragnę podziękować najbliższej mi osobie za ogromną dozę zaufania i wiary w moje możliwości, a także pewność w powodzenie projektu.

     I tak, po niemal  trzech miesiącach od rozpoczęcia prac miałem już nalepki i koszulki. Zaopatrzyłem się również w koperty oraz kilka narzędzi, które sprawiają, że oprawa zakupów stoi na najwyższym poziomie. Pozostało tylko kończyć sklep, robić testy, a także wykonać jakieś ciekawe zdjęcia.

     Zawsze chciałem popełnić prawdziwą sesję. Wiecie, fajne miejsce, model, dobre światło, profesjonalny fotograf, zawodowa obróbka. Jednak jak to zrobić, nie wydając przy tym miliona Pesos? Otóż należy dobrze żyć z ludźmi, a przy tym uruchomić kontakty i liczyć na łut szczęścia.

     Dzięki uprzejmości Mateusza z firmy Metal Hunters zajmującej się piaskowanie i malowaniem proszkowym, a także spółki córki Wheel-Wide.com przerabiającej felgi, udało się znaleźć całkiem ciekawą miejscówkę. A już niesamowitym fartem, co muszę przyznać, wpadłem na osobę Bartka z ekipy Holly Crew, którego dość łatwo udało mi się zwerbować do sesji fotograficznej w roli modela. Miałem wszystko - plener, człowieka, przygotowane auto. Jak zwykle zawiodła pogoda.

     Na wykonanie zdjęć czekaliśmy dobre 3 tygodnie, gdyż zwyczajnie nie chciałem ruszać Białasa w pluchę i wszechobecną sól na jezdniach. Jednak kiedy już wzięliśmy się do roboty, efekty moich zdjęć przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Sami sprawdźcie:










     Za obróbkę zdjęć odpowiada Bartek, bo prawdopodobnie sam nie nadałbym im takiego sznytu i profesjonalnego look'u. I to tylko dzięki niemu mogłem w końcu wystartować z projektem WRshop.

     Istotny jest również fakt i chciałbym abyście to wiedzieli, że dzięki niesamowitej pomysłowości Eljota, nasz nowy sklep, ma swoją subdomenę. Co najfajniejsze, że można wpisać ją w okno adresów zarówno jako: Shop.WartburgRadikalz.com jak również "tradycyjnie" przy pomocy "przedrostka www",  jako: www.Shop.WartburgRadikalz.com - wspaniale!

     Sam sklep jest stworzony w języku polskim, niemieckim i angielskim. Oferuję dokonywanie płatności w Złotówkach [ PLN ], Euro [ € ] oraz Funcie Brytyjskim [ £ ] - jako zwykły przelew krajowy/zagraniczny lub w oparciu o PayPalMyślę, że jest bardzo intuicyjny i na tyle prosty, aby połapać się we wszystkim bez problemów.

     Co tyczy się samych produktów sprawdźcie sami jakiej są jakości. Dodam tylko, że jako formułę tworzenia wzorów, przyjąłem produkcję krótkich, limitowanych serii. Dlatego warto abyście wiedzieli, że dostępnych koszulek jest już mniej niż początkowe 100 sztuk i nie zamierzam robić ich więcej w tym wydaniu.

     A plany na przyszłość? Jest ich cała masa, łącznie z kolejnymi grafikami - dlatego bądźcie czujni i wesprzyjcie mnie w tworzeniu marki WRwear swoimi zakupami.



Autor: Kruchy

wtorek, 6 grudnia 2016

Wartburgowy akcent w Mannequin Challenge



     Kilka dni temu puściłem w eter Facebook'a, to o to zdjęcie:




     Jeśli domyśliliście się o co chodzi, to gratulujemy. Jednak jeśli nadal nie kumacie o co be, to spieszę z wyjaśnieniem. 

     Pamiętacie zapewne Harlem Shake lub Ice Bucket Challenge. Akcje te miały zwrócić uwagę na problemy środowisk związanych ze Stwardnieniem Rozsianym oraz co najistotniejsze - osób cierpiących na tę wyniszczającą chorobę. Świat to nie bańka żarówki i nie pozostaje w próżni, bowiem internet zdobywa właśnie nowa tego typu zajawka.

   Zabawę zapoczątkowała w październiku jedna z uczennic szkoły z miasteczka Jacksonville. Na profilu jednego z portali społecznościowych udostępniła filmik, na którym paczka jej znajomych zastyga w bezruchu, przypominając manekiny. Można by rzecz, że gra w "1...2...3... Baba Jaga patrzy", to nic nowego na naszych podwórkach, ale jednak na naśladowców nie trzeba było długo czekać.

     Pomysł, pomimo iż nie firmuje żadnych górnolotnych przesłań i przekazów natychmiast przyjął się bez wyjątku wśród wszystkich Gwiazd i gwiazdeczek.

     I dobrze! Nie wszystko w życiu ma sens i musi być czemuś przyporządkowane. Dlatego tym bardziej warto odnotować, że nasz dobry znajomy wziął udział w nagraniu manekinowego wyzwania - zobaczcie sami:


Film dostępny w rozdzielczości 4K


     Za realizację odpowiada ekipa filmowa Grandpa's Studio Co prawda nie dostałem pozwolenia na prezentowanie materiału, ale uznałem, że jeśli jest dostępny również na Facebook'owym profilu Granpa's Studio to raczej nikt nie obrazi się za skromną reklamę.



Autor: Kruchy

środa, 30 listopada 2016

Białas na łamach kalendarza - może dzięki Wam, tak!



     Zwykle nie biorę udziału w żadnych konkursach, ale w chwili przygotowywania dla Was naprawdę mocnego pierdolnięcia, postanowiłem troszkę wypromować Facebook'owy fanpage WartburgRadikalz.com

     To prawda, ostatnio mam mniej czasu na prowadzenie bloga, ale zaufajcie mi. To nie efekt zimowej zamuły, tylko ciężkiej pracy jaką wykonuję z kilkoma wtajemniczonymi ludźmi. Już niedługo przekonacie się, że warto było czekać, będziecie dumni - słowo...

     Rzeczony battle rozgrywa się na łamach Facebook'owego profilu Nie Trąb Pojebie, Bo Jadę Na Glebie. Może to nic wielkiego, ale moja fotografia została wybrana bez żadnych działań z mojej strony do finałowego głosowania, z pośród ponad 600 set zdjęć. Uważam, że to coś znaczy.

     Czy dostanie się na łamy kalendarza - tego nie wiem. Może dzięki Wam, tak. Zapraszam do polubienia zdjęcia mojego Burka, które wykonałem na nieotwartym odcinku obwodnicy Łodzi na dzień przed jej oddaniem do użytku. Fotografia wydaje mi się na tyle nietuzinkowa, a postać Białasa tyleż inna od lejącej się zewsząd sztampy bliźniaczych projektów takich marek jak choćby VW, Honda, czy Audi, iż postanowiłem ją zaprezentować.


kliknij na zdjęcie i daj lajka


     Dziękuję wszystkim za wsparcie, ale to nie koniec. Zachęcam również do głosowania na dwa auta znajomych, którzy wspierają mnie w finalizacji największego Wartburgowego projektu jaki tworzy się na Waszych oczach w Polsce, a który zaprząta mą głowę od co najmniej kilku tygodni.



kliknij na zdjęcie i daj lajka

kliknij na zdjęcie i daj lajka


     Dziękuję i bądźcie czujni...



Autor: Kruchy

środa, 9 listopada 2016

"Nie sprzedam, zrobię" - szkoda, że nie będzie już czego



     Nie wkurwia Was fakt, iż hołubi się człowieka, który swoim postępowaniem robi więcej złego niż dobrego. Nazywając go "wielkim kolekcjonerem samochodów", dorabia się do tego legendę, tym samym przypinając mu łatkę wielkiej gwiazdy internetu. Do tego jeszcze nagradza pucharami, robi sesje zdjęciowe auta, które przecząc zachodniej doktrynie rozumu dawno winno być zezłomowane. A jednak człowiek, który nim jeździ, uczestniczy w większości imprez skupionych wokół klasyków, chlubiąc się tym, że posiada auto zdewastowane i zaniedbane do granic przyzwoitości. Rozumiecie to?

     Emanuel Kant, który za podstawę swoich rozmyślań, przyjął brak jakichkolwiek wstępnych założeń z wyjątkiem uznania zasad elementarnej logiki napisał kiedyś - "Miejcie odwagę posługiwać się rozumem." A wydawało by się, że jeśli tego rozumu nie posiada właściciel, to powinni mieć go inni ludzie, którzy sami hołdują klasykom, i którym zdarza się często widywać tego Wartburga widmo.

     Poznałem kiedyś Pana Bogdana. Był uczestnikiem trzydniowego zlotu Deluxe. Nie był to ani widok przyjemny, ani właściwy dla mężczyzny w jego wieku. Pan Różycki to człowiek zaniedbany, będący mocno na bakier z higieną osobistą - widać jaki właściciel, taki Wartburg. Dlatego tym bardziej nie mogę pojąć, iż wzbudza taki zachwyt wśród fanów starej motoryzacji. Czy naprawdę liczy się dla Was tylko fakt, że ten dziarski staruszek "ma pasję". Takie tłumaczenie do mnie nie trafia. Ponieważ jeśli ktoś ma pasję, stara się dokładać wszelkich starań, aby obiekt jego zainteresowań był wypielęgnowany, a przynajmniej sprawny technicznie.

     Czemu o tym piszę? Ponieważ przelała się "czara zażenowania". Powstała piosenka, dla której tłem stał się teledysk nakręcony z Panem Bogdanem w roli głównej. Roli, w której oczywiście jako "arcykolekcjoner" odnalazł się pierwszorzędnie, ukazując przy tym całą swoją "zmarnowaną kolekcję".

     Chyba nie wiedziałbym o powstaniu tego utworu, gdyby nie mejl od jednego z naszych fanów. Pan Piotr Trela, gitarzysta bandu Trawnik, jak sam pisze: powstałego w 1982 roku, w Warszawie, polskiego zespołu wykonującego muzykę Punk, Ska i Reggae.

     Początkowo nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Kwestia wartości muzycznej to zwyczajnie dylemat naszego gustu, jednak widząc jak gwiazdą wideo jest nie kto inny jak Pan Bogdan, po prostu oniemiałem.

     Z resztą zobaczcie sami. Słowa tego nie oddadzą:



Film dostępny w jakości Full HD



     Jak napisał mi członek zespołu Trawnik, Pan Piotr, utwór powstał przez przypadek, bowiem: pewnego dnia Krzysztof Bień, nasz wokalista i lider, przechadzał się po ulicach Warszawskiego Żoliborza gdzie zobaczył stojącego wysłużonego Wartburga. Za wycieraczką była umieszczona karteczka z napisem "SPRZEDAM". Ktoś dowcipny dopisał poniżej "NIE SĄDZĘ". Ta sytuacja spowodowała, że powstała piosenka o samochodach, które za chwile będą już pojawiać się tylko w naszych wspomnieniach, filmach archiwalnych i starych zdjęciach....

     I powiem szczerze, że piosenka jak piosenka. Może się Wam spodobać, a może wyłączycie ją w połowie. Zachęcam jednak do obejrzenia całego materiału, ponieważ dzięki niemu, zajrzycie w głąb zawiłego umysłu Pana Bogdana. Może wtedy zrozumiecie, że to co robi jest, mówiąc bardzo delikatnie - co najmniej niestosowne. Bowiem, czy normalnym jest trzymanie samochodów pod chmurką i czekanie na ich powolne zgnicie? Aut naprawdę ciekawych, którymi mogliby zająć się prawdziwi pasjonaci. A przecież kilka z nich, to naprawdę stare egzemplarze. Co prawda, nie wiadomo, czy któryś z nich jest jeszcze do uratowania, ponieważ dobrze wiecie czym kończy się przechowywanie aut bez dogodnego miejsca oraz właściwych warunków. A jednak właściciel jest cały szczęśliwy. Nieskrępowanie pokazuje hodowany latami syf, przy nadzwyczajnym poklasku "pasjonatów" 

     Czy tak postępuje "kolekcjoner"? Według mnie to typowy przykład Polaka Cebulaka. Innym nie dam, sam z tym nic nie zrobię, a przy okazji będę się jeszcze chwalił czego to ja nie mam.

     Szanuję fakt, że ten starszy człowiek jeździ na imprezy, próbuje nawiązać kontakty z innymi pasjonatami, wychodzi do ludzi, jest aktywny, ale sposób w jaki to robi wywołuje u mnie torsje. Jeśli nawet nie ma kasy, w co wątpię, bo uczestnictwo w tylu imprezach swoje kosztuje, to mógłby sprzedać za niezłą kasę część swojej "złotej kolekcji" i zająć się tak jak trzeba swoim Wartburgiem 353... Ale do tego potrzeba chęci. Trzeba czuć taką potrzebę.

     A co jeszcze przyprawia mnie o swoisty niesmak? Robienie sobie jaj z tego skądinąd poczciwego starszego człowieka. Założony bez jego wiedzy Profil na Fejsie, prześmiewcza reklama z jego autem w roli głównej. Tak się nie robi...

     I wiecie co, na sam koniec niejako podsumowując całe to świństwo jakie wyrządza się człowiekowi jak również samochodom - dla mnie ta piosenka nie jest nostalgiczna. To nie opowieść o smutku zakończona niespodziewanym happy-end'em. Oglądając to za każdym raze czuję zażenowanie i rozpacz. Może dlatego, że sam tak marzę o Wartburgu 311...

     Dziękuję Panu Piotrkowi za wrzucenie informacji dotyczącej powstania tego wideoklipu, ponieważ był zapłonem refleksji utwierdzających mnie w pewnych wyobrażeniach.



Autor: Kruchy